Blog

Wprowadzić a wdrożyć

 Publikacja: 15 lutego 2017 roku

Teoria obsługi klienta rozróżnia wyrażenia słabe i mocne. Pierwsze osłabiają wydźwięk naszej komunikacji, drugie zaś ją wzmacniają, mimo że na pierwszy rzut oka znaczą to samo. Mówiąc lub pisząc "Myślę, że produkt będzie dostępny w tym tygodniu" pozostawiamy sporą dozę niepewności, czy rzeczywiście tak się stanie. Kiedy jednak przekażemy klientowi tę informację słowami: "Jestem pewien, że produkt będzie dostępny w tym tygodniu", zbudowaliśmy właśnie u niego pełny spokój. Dla osób zajmujących się handlem bardzo ważna sprawa.

Słownik PWN podaje, że "wprowadzić" oznacza zaznajomienie kogoś z czymś, rozpoczęcie stosowania czegoś lub oddania do użytku. To samo źródło dla hasła "wdrożyć" mówi o wyrobieniu w kimś jakiejś umiejętności lub nawyku dzięki ćwiczeniom, a także o stosowaniu czegoś w praktyce. Zasadnicza różnica, prawda? W tym przypadku powszechnie stosowany w biznesie język angielski zaciemnia i upraszcza zagadnienie. Z ogromną szkodą dla polskich miast i regionów.

Mając w ręku ten fundamencik teoretyczny, można śmiało zaryzykować tezę, że markę miejsca wprowadziło wielu, lecz tylko nieliczni udanie ją wdrożyli. Inaczej mówiąc, większość "myśli, że", a raptem kilku może powiedzieć, że "są pewni". Place branding to proces wyjątkowo złożony. Nie ma prostego mechanizmu, który prowadzi do sukcesu, a i sam efekt nie jest zawsze identyczny. Można jednak wyodrębnić trzy fazy, które obejmują całość:

1. inkubacja

2. ożywianie

3. dojrzewanie

Każdy z nich ma inny zestaw wskaźników, które mogą potwierdzić skuteczność działań. Pierwszy jest jednak dość łatwy do realizacji. Cel nadrzędny to coś w rodzaju dyfuzji marki w przestrzeni i głowach odbiorców. Działania marketingowe powinny więc koncentrować się wokół szybkiej i szerokiej ekspozycji marki, a przede wszystkim jej elementów graficznych gdzieś się tylko da. Odbiorcy powinni odnieść wrażenie, że to poważna i przemyślana akcja, dotycząca całego miejsca i coś w tym musi być. Nie oczekujemy od nich pełnego zrozumienia, a głównie wstępnej akceptacji dla pomysłu. Ten etap został zrealizowany przez wiele polskich miast i regionów i w licznych wypadkach na tym się skończyło. Coś w rodzaju granicy wprowadzenia. Przejście do kolejnej rundy nastręcza już sporo kłopotów. W tym momencie chodzi o infiltrację. Marka musi zacząć wsiąkać w tkankę miejsca, wywierać wpływ na jej rozwój i wyznaczać pewien kierunek w zakresie komunikacji, produktów i organizacji przestrzeni. Żarty się kończą. Do projektu wciągamy kluczowe osoby i zjawiska, które definiują dane miejsce, uczymy rozumieć markę i jej tożsamość, a także włączamy proces jej doświadczania zgodnie z tym, co nakreśliliśmy. W tym czyśćcu jest kilka miejsc, którym udało się przebrnąć przez inkubację. Na przykład mój Lublin. Moment, w którym marka dojrzewa jest mocno rozciągnięty w czasie i mało widowiskowy. To pogłębianie relacji, wieloaspektowy networking i zarządzanie aktywami w ścisłym powiązaniu z marką. To okres, w którym marka dołącza do najważniejszych zasobów terytorium i staje się driverem biznesu. Komercjalizacja to słowo-klucz. Marką będąc istotną częścią sfery kulturowej, społecznej czy turystycznej pozwala oprzeć je o zasady handlowe i staje się generatorem premii cenowej. Jest wdrożona. Jak w Amsterdamie.

Grono szczęśliwców operujących w tym obszarze jest naprawdę elitarne. Każdy jednak nosi buławę marszałkowską w plecaku.

 

Piotr Lutek

Copyright © 2017 Piotr Lutek. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie AMBIcode.pl dla Piotr Lutek.
   

Informujemy, że niniejsza strona korzysta z plików cookies. Jest to niezbędne do poprawnego jej działania. Korzystanie z niej jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na wykorzystywanie plików cookies.